DOM SZTUKI
Teatr za Daleki
2010r.
 

 

„Prusacy na scenę!” – darł się do mikrofonu inspicjent przedstawienia ukazującego przygody Fanfana Tulipana, wystawionego przed laty na jednej z warszawskich scen.

Ale „Prusacy” nie usłyszeli rozpaczliwych nawoływań inspicjenta, bo jego głos zagłuszyła wrzawa po golu strzelonym przez biało-czerwonych w ważnym meczu polskiej reprezentacji, który oglądali w zatłoczonym teatralnym bufecie. W tym czasie grający króla Francji Wieńczysław Gliński, dwoił się i troił, żeby usprawiedliwić nieobecność Prusaków, którzy mieli szturmować dwór. Dawał znaki inspicjentowi, ale ten, z radyjkiem przy uchu, wsłuchany w euforię na stadionie, nie zwracał na nie najmniejszej uwagi. Kiedy wreszcie „Prusacy” wbiegli na scenę, z przejęcia i zmęczenia powywracali się jeden na drugiego. Gliński machnął ręką, powiedział coś w rodzaju: „w takim spektaklu to sobie sami grajcie” i zszedł ze sceny. Kurtyna poszła w dół i było po przedstawieniu.

Być może, jak czyta się tę anegdotę, jest ona zabawna. Ale to nic w porównaniu z komizmem, który głosem i mimiką wydobył z niej – oraz z kilku innych teatralnych anegdot – Artur Barciś. Na jego One Man Show p.t. „Za kulisami” widzowie co chwila brali się za boki ze śmiechu. A działo się to w minioną sobotę w Teatrze Za Dalekim w Domu Sztuki SMB „Jary” na Ursynowie.

Barciś pokazał dwa oblicza swego wszechstronnego talentu aktorskiego. Dominowało komediowe, nie stłumiwszy wszakże dramatycznego, które uwidoczniła przerobiona z „Okularników” piosenka o „halabardnikach” – aktorów, którzy mimo talentu stale występują tylko w rolach epizodycznych, o ile w ogóle. Żegnając się z widzami w Teatrze Za Dalekim artysta podziękował losowi za szczęście.

W przeddzień czternastej rocznicy śmierci Krzysztofa Kieślowskiego przypomniał, że gdyby los nie zetknął go przed laty z tym wielkim reżyserem (zagrał u niego w „Bez końca” i „Dekalogu”), dziś być może nie miałby za sobą udanej kariery zawodowej. Sobotnim występem na Ursynowie Barciś potwierdził, że zasłużył na sukces. Aktorowi akompaniował pianista Wojciech Kaleta. Całe wydarzenie sfinansowano ze środków Dzielnicy Ursynów m.st. Warszawy.
PASSA
  image 1 0f 10 image 1 0f 10 image 1 0f 10 image 1 0f 10
image 1 0f 10 image 1 0f 10 image 1 0f 10 image 1 0f 10

Artur Barciś Show

W sobotę publiczność w Teatrze Za Dalekim w Do­mu Sztuki SMB „Jary" na Ursynowie, wypełniwszy widownię do ostatniego miejsca, oklaskiwała Artura Barclsia w one man show „Za kulisami". Znakomity i popularny aktor dał kapitalny popis swojego kunsztu.

Zaczął od tego, że aktorem został poniekąd jeszcze w podstawówce, bo tylko wtedy, gdy stał na podium i np. recytował wiersz na akademii, nie śmiano się z jego niskiego wzrostu. Bodaj podczas zdawania egzaminów na Wydział Aktorski Łódzkiej Filmówki usłyszał, że od warunków fizycznych aktora ważniejsza jest jego osobowość. One man show „Za kulisami", wypełniony anegdotami i piosenkami o sztuce teatru, był niczym innym, jak tylko potwierdzeniem wielkiej aktorskiej osobowości Barcisia. Artysta przez półtorej godziny skupiał na sobie całą uwagę, subtelnie wspomagany jedynie pianistycznym akompaniamentem Wojciecha Kalety i gry świateł. Żadnych dekoracji czy rekwizytów na scenie nie było, a Barciś po prostu stał przed mikrofonem, zrobiwszy wyjątek jedynie na dowcipne przećwiczenie dykcji z widzami w pierw­szym i drugim rzędzie. Barciś sypał jak z rękawa anegdotami o własnej karierze, wpadkach, jakie zdarzały się na przedstawieniach i dowcipach, które robili sobie aktorzy. Piosenki już nie zawsze były zabawne. Przejmujących „Halabardników1* (przeróbkę słynnych „Okularników") poświęcił aktorom, którym nie poszczęściło się tak jak jemu, choć nie brakowało im talentu. Dramatycznym wykonaniem tego utworu, odbiegającym od żartobliwego tonu całości, Artur Barciś po raz kolejny dowiódł, że jest aktorem wszechstronnym. Przedstawienie zostało sfinansowane ze środków Dzielnicy Ursynów m.st. Warszawy.

ARTHOUSE