|
|
„Prusacy na scenę!” – darł się do mikrofonu
inspicjent przedstawienia ukazującego przygody
Fanfana Tulipana, wystawionego przed laty na
jednej z warszawskich scen.
Ale „Prusacy” nie usłyszeli rozpaczliwych
nawoływań inspicjenta, bo jego głos zagłuszyła
wrzawa po golu strzelonym przez biało-czerwonych
w ważnym meczu polskiej reprezentacji, który
oglądali w zatłoczonym teatralnym bufecie. W tym
czasie grający króla Francji Wieńczysław
Gliński, dwoił się i troił, żeby usprawiedliwić
nieobecność Prusaków, którzy mieli szturmować
dwór. Dawał znaki inspicjentowi, ale ten, z
radyjkiem przy uchu, wsłuchany w euforię na
stadionie, nie zwracał na nie najmniejszej
uwagi. Kiedy wreszcie „Prusacy” wbiegli na
scenę, z przejęcia i zmęczenia powywracali się
jeden na drugiego. Gliński machnął ręką,
powiedział coś w rodzaju: „w takim spektaklu to
sobie sami grajcie” i zszedł ze sceny. Kurtyna
poszła w dół i było po przedstawieniu.
Być może, jak czyta się tę anegdotę, jest ona
zabawna. Ale to nic w porównaniu z komizmem,
który głosem i mimiką wydobył z niej – oraz z
kilku innych teatralnych anegdot – Artur Barciś.
Na jego One Man Show p.t. „Za kulisami” widzowie
co chwila brali się za boki ze śmiechu. A działo
się to w minioną sobotę w Teatrze Za Dalekim w
Domu Sztuki SMB „Jary” na Ursynowie.
Barciś pokazał dwa oblicza swego wszechstronnego
talentu aktorskiego. Dominowało komediowe, nie
stłumiwszy wszakże dramatycznego, które
uwidoczniła przerobiona z „Okularników” piosenka
o „halabardnikach” – aktorów, którzy mimo
talentu stale występują tylko w rolach
epizodycznych, o ile w ogóle. Żegnając się z
widzami w Teatrze Za Dalekim artysta podziękował
losowi za szczęście.
W przeddzień czternastej rocznicy śmierci
Krzysztofa Kieślowskiego przypomniał, że gdyby
los nie zetknął go przed laty z tym wielkim
reżyserem (zagrał u niego w „Bez końca” i
„Dekalogu”), dziś być może nie miałby za sobą
udanej kariery zawodowej. Sobotnim występem na
Ursynowie Barciś potwierdził, że zasłużył na
sukces. Aktorowi akompaniował pianista Wojciech
Kaleta. Całe wydarzenie sfinansowano ze środków
Dzielnicy Ursynów m.st. Warszawy.
PASSA
|
|
|
|


Artur Barciś Show
W sobotę
publiczność w
Teatrze Za Dalekim w Domu
Sztuki SMB „Jary" na
Ursynowie, wypełniwszy
widownię do ostatniego
miejsca, oklaskiwała Artura
Barclsia w one man
show „Za kulisami". Znakomity
i popularny aktor dał
kapitalny popis swojego kunsztu.
Zaczął
od tego, że aktorem
został poniekąd jeszcze w
podstawówce, bo tylko
wtedy, gdy stał na podium i
np. recytował wiersz na
akademii, nie śmiano się z
jego niskiego wzrostu. Bodaj
podczas zdawania egzaminów
na Wydział Aktorski
Łódzkiej Filmówki usłyszał, że od warunków fizycznych
aktora ważniejsza jest jego osobowość. One
man show „Za kulisami",
wypełniony anegdotami
i piosenkami o sztuce
teatru, był niczym
innym, jak tylko
potwierdzeniem wielkiej
aktorskiej osobowości Barcisia.
Artysta przez półtorej
godziny skupiał na sobie
całą uwagę, subtelnie
wspomagany jedynie pianistycznym
akompaniamentem
Wojciecha Kalety i gry
świateł. Żadnych dekoracji
czy rekwizytów na scenie
nie było, a Barciś po prostu
stał przed mikrofonem, zrobiwszy
wyjątek jedynie na
dowcipne przećwiczenie
dykcji z widzami w pierwszym i drugim rzędzie.
Barciś sypał jak z rękawa
anegdotami o własnej karierze, wpadkach, jakie
zdarzały się na przedstawieniach
i dowcipach,
które robili sobie aktorzy. Piosenki już nie zawsze były
zabawne. Przejmujących
„Halabardników1* (przeróbkę
słynnych „Okularników") poświęcił aktorom,
którym nie poszczęściło się
tak jak jemu, choć nie brakowało
im talentu. Dramatycznym
wykonaniem tego
utworu, odbiegającym od
żartobliwego tonu całości,
Artur Barciś po raz
kolejny dowiódł, że
jest aktorem wszechstronnym.
Przedstawienie zostało sfinansowane
ze środków Dzielnicy
Ursynów m.st.
Warszawy.
ARTHOUSE
|
|